Jak pan myśli, dostaniemy się na Drogę Krzyżową? – zapytał w pierwszy piątek po kolejnym ograniczeniu liczby uczestników nabożeństw w polskich kościołach nieznany mi mężczyzna. Stoję przed zamkniętymi drzwiami kościoła, na 20 minut przed rozpoczęciem nabożeństwa, odpowiadam więc, że chyba nam się uda, bo jesteśmy pierwsi.
„Jeżeli przyjdę na siódmą, to zmieszczę się w «piątce»?” – otrzymuję w sobotę wieczorem SMS od znajomej. „Modlitwa przed telewizorem to nie to” – dodaje. Odpisuję, że powinno się udać. Później dowiaduję się, że się udało.
Takie i podobne dramatyczne myśli krążyły w tych dniach po głowach wielu szczerze wierzących katolików w Polsce i nie tylko. Dla dużej części Polaków bowiem Eucharystia, mówiąc językiem ekonomii, to „OSOBA pierwszej potrzeby”. Jak słusznie powiedział podziwiany w tych dniach przez większość Polaków min. Łukasz Szumowski, Eucharystia pomaga służyć bliźniemu. To ona daje siłę do przekraczania siebie i spalania się w służbie drugiemu człowiekowi. Gdyby nie ona, to św. Matka Teresa z Kalkuty, u której młody lekarz Szumowski na początku swej drogi zawodowej pobierał lekcje służby drugiemu, nigdy do najbiedniejszych z biednych by nie wyszła. Bo tu nie wystarczy żelazna siła woli. Potrzeba mocy z wysoka.
Wielu decydentów zastanawia się dziś, jak podtrzymać przy życiu słabnącą gospodarkę. W podejmowaniu trudnych decyzji biorą pod uwagę również względy ekonomiczne. Czasem są za nie krytykowani; protestujący tłumaczą, że obostrzenia jeszcze bardziej paraliżują życie gospodarcze, a lekarstwo łatwo może się stać trucizną. Przysłuchuję się tej debacie i odnoszę wrażenie, że jako wspólnota katolicka za mało wyrażaliśmy swój sprzeciw. Nie potrafiliśmy się upomnieć o to, by do Stołu Pańskiego można było dopuścić więcej osób. Znacząco nie podwyższyłoby to ryzyka. W ostatnich dniach jeden z polityków mówił o słowach drugiego: – Podejrzewam że nie będzie nam to łatwo zapomniane. Oj, chyba nie będzie.
W Nowym Roku 2022: narzekaniom twarde nie, radości i solidarności wyraziste tak!
Wchodzimy w rok 2022 nieco przygarbieni – zostawił nam ten stary rok 2021 niełatwe dziedzictwo. Jasne, jasne – były w naszej historii lata dużo cięższe, nawet straszne, ale i ten dał nam do myślenia. Sprawa pierwsza z brzegu: pandemia, która już dwa lata się ciągnie, przeżywamy szczyt czwartej fali, a zapowiada się już piąta. Greckiego alfabetu zaraz nie starczy dla kolejnych mutacji koronawirusa, omikron to już sam środeczek abecadła, na szczęście nazwy nie idą po kolei. Chyba. W tle zarazy wielki spór o szczepienia oraz sensowność i skuteczność obostrzeń mających powstrzymać rozwój choroby. W sferze politycznego skłócenia Polaków chyba osiągnęliśmy dno, choć niektórzy mówią, że słychać jakby pukanie od spodu. Są jakieś jeszcze niżej położone dna? Boże uchowaj! W wielkiej polityce, tej międzynarodowej na kierunku wschodnim wieje grozą. Białoruski dyktator dla politycznej gry bawi się zdrowiem i życiem ludzi z krajów ogarniętych wojną i beznadziejnością, nasza Ojczyzna odpowiada na to w sposób, z którego trudno być dumnym. Aktualny spadkobierca rosyjskich samodzierżców gromadzi wielkie wojska na granicy z Ukrainą, nikt nie wie, czy to tylko na postrach, czy faktycznie zamierza rozpętać piekło. Gdy myślę o moich przyjaciołach z Ukrainy, dreszcz po plecach to zdecydowanie za małe słowo. W świętym Kościele grzesznych ludzi ten drugi element (grzeszność) staje się jakby bardziej słyszalny od pierwszego (świętość). Moi ukochani dominikanie po aferze z br. Pawłem M. mówią o sobie „zakon pobity i skompromitowany”. Statystyki, także te prowadzone przez instytucje kościelne nie pozostawiają złudzeń – zaufanie do Kościoła, chęć aktywnego uczestnictwa z wiarą w jego życiu spada. Niestety najbardziej dotyczy to ludzi, którzy są przyszłością naszej Ojczyzny, ludzi młodych. Nie chcę kontynuować tej wyliczanki, konkluzja nasuwa się przykra. Nie jest dobrze…
W odniesieniu do medialnych doniesień z ostatnich dni, w których wymieniana jest nazwa Fundacji RTCK - Rób to co kochasz, chcę się z Wami podzielić kilkoma informacjami związanymi z projektem naszej Fundacji pt.: “Czy to co robisz ma sens?”, który jest realizowany przy współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości - pisze Kamil Zbozień, założyciel RTCK.
W odniesieniu do medialnych doniesień z ostatnich dni, w których wymieniana jest nazwa Fundacji RTCK - Rób to co kochasz, chcę się z Wami podzielić kilkoma informacjami związanymi z projektem naszej Fundacji pt.: “Czy to co robisz ma sens?”, który jest realizowany przy współpracy z Ministerstwem Sprawiedliwości.
Lekarka Livia Tossici-Bolt została skazana za naruszenie „strefy buforowej” w pobliżu ośrodka aborcyjnego w Bournemouth. Jej przestępstwo? Zaoferowanie rozmowy. Na tabliczce, którą trzymała, widniało: „Jestem tu, żeby porozmawiać, jeśli chcesz”.
Dr Livia Tossici-Bolt, pochodząca z Włoch, została postawiona przed sądem 5 i 6 marca pod zarzutem naruszenia „strefy bezpieczeństwa” ustanowionej wokół kliniki aborcyjnej w Bournemouth.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.